Emigracja sposobem na emeryturęRSS

11-09-2014
  • oszczędzanie

Emigracja sposobem na emeryturę

Trudno oszacować w jakim stopniu na decyzje Polaków o emigracji wpływają emerytalne kalkulacje, jednak pogarszające się wskutek tendencji demograficznych perspektywy naszego systemu emerytalnego mogą zacząć kolejną falę wyjazdów z kraju. Dotyczyć to może zarówno osób pracujących, jak i korzystających już z emerytury.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, za granicą przebywa ponad 2 mln Polaków. Deklarowane powody wyjazdu znane są w przypadku około 370 tys. Wynika z nich, że prawie trzy czwarte wyemigrowało za pracą. Nie wiadomo, ilu z nich brało w swych decyzjach pod uwagę sprawę emerytury, ale można przypuszczać, że część rozważała tę kwestię „w pakiecie” warunków materialnych. Gdy zacznie przybywać emerytów „nowego portfela”, w przypadku których wysokość świadczeń będzie zależeć jedynie od zgromadzonego w postaci składek kapitału, a do tego odczuwalne staną się konsekwencje niekorzystnych zmian demograficznych, możemy mieć do czynienia z nową falą emigracji. W rzeczywistości może to nastąpić znacznie szybciej, gdy tylko zwiększy się świadomość, że emerytury będą niskie. Już teraz wyniki ankiet, przeprowadzanych wśród młodych Polaków mogą stanowić powód do poważnych obaw.
 
Jeśli przy wyborze kraju, do jakiego warto emigrować, liczymy nie tylko na wysokość bieżącego wynagrodzenia oraz dostępność pracy, ale także wysokość emerytury, warto zwrócić uwagę na tak zwaną stopę zastąpienia, czyli to jaki procent ostatniego wynagrodzenia będzie stanowić emerytura. Im ten wskaźnik wyższy, tym mniejsza dysproporcja między płacą e emeryturą, a więc mniej wyrzeczeń po zakończeniu kariery zawodowej. Z tego punktu widzenia wybór mamy spory, bowiem Polska plasuje się w dolnej części tabeli, ze stopą zastąpienia sięgającą 48,8 proc. Według danych OECD, Polskę wyprzedza spora grupa krajów. Wśród państw oferujących najbardziej pod tym względem korzystne rozwiązania znajdują się nie tylko odległe i egzotyczne, takie jak Arabia Saudyjska, w której emerytura nie różni się wysokością od pensji, czy Chiny, gdzie na starość otrzymamy prawie 80 proc. tego, co zarabialiśmy, ale także Holandia, Dania, Austria czy Hiszpania, gdzie stopa zastąpienia wynosi od 74 (Hiszpania) do prawie 91 proc. (Holandia). Z naszego bliskiego sąsiedztwa, wymienić można też Węgry, gdzie emerytura sięga niemal 74 proc. wynagrodzenia oraz Słowację, ze stopą wynoszącą prawie dwie trzecie pensji.
 
Oczywiście trzeba też brać pod uwagę warunki, jakie trzeba spełnić, by takiej emerytury doczekać. Są one dość zróżnicowane, ale główne zasady są podobne, liczy się przede wszystkim długość stażu pracy i opłacania składek oraz osiągnięcie określonego wieku. Trzeba więc w większości krajów przygotować się na około 40 lat aktywności zawodowej. Coraz bardziej ujednolica się również wiek, od którego nabywamy prawo do emerytury, najczęściej wynoszący 65 lat, z dość powszechną tendencją do jego wydłużania. Do wyjątków należą kraje umożliwiające przejście na emeryturę w wieku 60 lat lub wcześniej. Co ciekawe, wśród najgorszych krajów pod względem stopy zastąpienia znajdują się Irlandia Wielka Brytania, tak często wybierane przez Polaków. Mogą oni liczyć jedynie na emeryturę w wysokości niecałych 37 proc. ostatniej pensji w Irlandii i 33 proc. w Wielkiej Brytanii. Oba kraje należą do tych, których mieszkańcy o emeryturę dbają w największym stopniu we własnym zakresie.
 
Możliwa, choć na razie chyba dość rzadka, jest także zupełnie odmienna forma emerytalnej emigracji, tak w której to emeryt szuka kraju, w którym najłatwiej będzie mu spędzać starość. Jakkolwiek ten rodzaj emigracji zdaje się być przywilejem raczej wąskiej grupy osób pobierających wysokie świadczenia, lub mających spore oszczędności, łatwo można sobie wyobrazić bardziej powszechną emigrację osób o niższych emeryturach, w poszukiwaniu krajów o niższych kosztach utrzymania. Choć najczęściej rankingi emerytalnych rajów obejmują często kraje tanie, ale bardzo odległe i egzotyczne, przeciętnemu polskiemu emerytowi nietrudno byłoby znaleźć w bliskim sąsiedztwie kraje, w których ze swoimi 2000 zł miesięcznie uchodziłby za zamożnego. Jak do tej pory ani do wschodnich, ani południowych sąsiadów jakoś nas nie ciągnie, ale kto wie, jak będzie za 20 czy 30 lat.
 
 
Roman Przasnyski, Open Finance

Open Finance on Facebook